Mats musiał wstać i poklepać mnie po plecach, żebym przypadkiem nie nabawiła się uciążliwej dla mnie czkawki. Najwyraźniej kawa postanowiła pobawić zmienić swoją temperaturę w moim gardle. A może to tylko szok wyznaniem mojego przyjaciela? Spojrzałam na niego spod wysoko uniesionych brwi. Proszę bardzo, najwidoczniej teraz lubi od razu iść na żywioł... Zanim zdążyłam cokolwiek z siebie wydusić, kelnerka ubrana w czarną princeskę podeszła do nas z dwoma talerzykami pełnymi ciastek z kawałkami czekoladek polanych białą czekoladą. Doszłam do wniosku, że chcą mnie tutaj utuczyć i to za wszelką cenę. Nigdy nie miałam problemów z utrzymaniem wagi, ale jeśli będę codzienne w dużych ilościach będę przyjmować takie słodkości, to niedługo mogę się pożegnać z sylwetką w sam raz. Miałam już dość wrażeń jak na dzisiejszy dzień. Niedługo to wszystko mnie przerośnie. Musiałam przeprosić przyjaciela, ponieważ po raz kolejny ktoś dobijał się z zastrzeżonego numeru do mnie.
- Uważam, że... Och, to bardzo dobry pomysł. Przecież ją kochasz i to jest najważniejsze- powiedziałam, nadgryzając kawałek ciastka. Wyraźnie ucieszył się moją odpowiedzią.
- Jest jeden problem, a tak właściwie kolejna prośba. Byłabyś tak miła i pojechała ze mną do jubilera? Być może ty byś mi doradziła, jaki pierścionek mam wybrać - poprosił, niemalże jak kobieta trzepocząc rzęsami. Roześmiałam się, odchylając głowę do tyłu. Zawsze wiedział, jak można mnie skutecznie rozśmieszyć.
- Spoko. W zasadzie jeśli masz czas... możemy podjechać nawet teraz - mruknęłam zachęcająco do zrealizowania naszego planu. Puścił do mnie oko, wręcz brutalnie chwytając mnie za ramię i wlokąc za sobą do swojego auta. Musiałam niemalże biec, żeby za nim nadążyć. Sapnęłam cicho, zasiadając na skórzanym fotelu. Ruszyliśmy w kierunku przeciwnym niż centrum Dortmundu, a ja akurat nie zapuszczałam się w tą okolicę zbyt często. Mijaliśmy szyldy starych antykwariatów podczas pieszej wędrówki, ponieważ niestety samochód musieliśmy zostawić trochę wcześniej. W końcu dostrzegłam to, do czego tak zaciekle dążyliśmy.
Duże, szklane okna odsłaniały przed nami na aksamitnych parapetach różne rodzaje biżuterii. Bogato zdobione naszyjniki, masywne kolczyki, czy też staroświeckie sygnety. Za ladą stała siwiejąca kobieta o smukłych palcach, a zwieńczeniem tego widoku były okulary w grubych oprawkach. Powitała nas szerokim uśmiechem, zapraszając gestem do siebie.
- Szukając Państwo może czegoś konkretnego?- zapytała życzliwym tonem głosu, mrużąc oczy.
- Tak. Chodzi mi o pierścionki zaręczynowe - odparł Mats, trochę zakłopotany. Spojrzała na mnie, wskazując nam gablotę na drugim końcu sklepu. Chwytając go za rękę podążyłam w tamtym kierunku. Moją uwagę jako pierwszy przykuł biały kamień, a magicznym sposobem niebieski pasek, który na nim był, przesuwał się w zależności od tego pod jakim kątem padał na niego wzrok. Oprócz tego był otoczony masą brylancików, które dopełniały idealnej całości. Na jedwabnych poduszeczkach leżały inne, ale nie mogłam od tamtego właśnie odpędzić swojego wzroku. Jeśliby miałabym cokolwiek kupić, to właśnie ten. Wskazałam go piłkarzowi, chcąc, by w końcu skupił na nim swoją uwagę. Od momentu wejścia stał się jakiś nieobecny bądź zdenerwowany... Sama nie potrafiłam tego do końca określić. Dźgnęłam go łokciem w żebra, na co w odpowiedzi jęknął.
- Ogarnij się, człowieku. Nie odwalę za ciebie całej roboty - mruknęłam mało przyjemnie, biorąc między palce podbródek mężczyzny, obracając jego głowę w kierunku pierścionka. Chyba po chwili był tak samo nim równie zafascynowany co ja.
- Ciekawe, co to za kamień. Wygląda naprawdę zjawiskowo.- Wytężył wzrok, próbując dostrzec jeszcze więcej szczegółów. Westchnęłam, bez dezaprobaty cmokając. Prawie przeklęłam na głos, kiedy poczułam po raz kolejny dzisiejszego dnia wibracje w kieszeni. Mats spojrzał na mnie spod zmarszczonym brwi z wymowną miną ,,Jak nie odbierzesz, to ja osobiście zrobię to za ciebie, a później cię ukatrupię!'' Z trudem powstrzymałam się od głośniejszego śmiechu, ale i tak pojawił się nikły uśmiech. Numer zastrzeżony. Ha, i ciekawa jestem niesamowicie, co ktoś ma mi do powiedzenia.
- Halo?- odezwałam się w końcu oschłym tonem, nie kusząc siebie nawet na odrobinę uprzejmości.
- Jak się cieszę, że w końcu Pani odebrała. Mam te wyniki badań, które były robione podczas ostatniego pobytu w szpitalu. - Prawie zamurowało mnie, kiedy w słuchawce usłyszałam głos mojego doktora. Na śmierć zapomniałam o tym, że je robiłam. Gdyby nie to, zapewne nigdy bym sobie o nich nie przypomniała.
- Yhm. Odbiorę je zaraz po południu. Przepraszam, ale muszę już kończyć - pożegnałam go, od razu oglądając się za siebie. Przyjaciel podszedł już do miłej sprzedawczyni z pierścionkiem, a ona chyba właśnie tłumaczyła mu, co to za kamień. Jedyne, co tutaj mnie poważnie zaniepokoiło, to właśnie te badania. Zwykle przysyłali je pocztą, a teraz nagle mam tam pojechać? W ogóle nie chciałam nawet zaprzątać sobie myśli o tym, że coś może pójść nie tak.
-... księżycowy. Proszę mi uwierzyć, to bardzo dobry wybór. A na marginesie, nazywam się Sarah, drogi młodzieńcze. Nie mów mi per ,,Pani'' bo czuję się przez to jeszcze bardziej starsza niż na to wyglądam.
Sara zachichotała, pakując mu szkatułkę z pierścionkiem do eleganckiej, papierowej torebeczki. W końcu musiała zorientować się, że nie jestem jego wybranką i to nie dla mnie przeznaczona jest ta kosztowność. Zdecydowałam poprosić Matsa, żeby podwiózł mnie do szpitala. W kościach czułam, że coś się szykuje.
czwartek, 24 lipca 2014
wtorek, 15 lipca 2014
Rozdział XXII
Zmarszczyłam czoło, próbując skojarzyć skądś numer, który pojawił się na wyświetlaczu mojego telefonu. Z wahaniem postanowiłam go nie odbierać, ponieważ postanowiłam trochę wypocząć. Ponownie wkładając iPoda do kieszeni szortów podniosłam się z łózka, postanawiając włożyć sukienkę do szafy. Mruknęłam coś bardziej niezrozumiałego pod nosem, kierując się w stronę kuchni. Po drodze natknęłam się otwarte drzwi do pokoju mojej przyjaciółki. Nic dziwnego, że je tak zostawiła. Zamknęłam je ostrożnie, nie chcąc po jej powrocie zostać oskarżoną o szpiegowskie grzebienie w rzeczach przyjaciółki. Zachichotałam, przypominając sobie pewną akcję z dzieciństwa. Zaraz przez moją twarz przebiegł grymas, ponieważ to przez Felixa miałam wtedy szlaban na wychodzenie z domu na dwa tygodnie. Pomógł mi wtedy wyjść przez okno, a traf taki chciał, że moi rodzice wracając zbyt wcześnie zauważyli mnie. Oczywiście jak na kompletnego 'debila' przystało, uciekł, zostawiając mnie samą ze swoim problemem. Dwa tygodnie później też nie było mi wesoło. Ten Booker naskarżył na moją osobę dyrektorce liceum, do którego chodziłam, że niby razem z Alex naśmiewałyśmy z jego dość mizernej postury. Jego nazwisko zdawało się mi być bardzo znajome...
I wtedy pojawił się Mats. Taki mamy teraz paradoks, że mieszkamy w jednym mieście nie mamy czasu się spotkać ani do siebie zadzwonić. Dobrze pamiętam, jak wyjaśnił to całe zamieszanie i tamten chłopak okazał się perfidnym kłamcą. To chyba z tego powodu odszedł z liceum, bo więcej go nie widziałam. Wiem, że byłam mu wdzięczna. Cztery miesiące później okazało się, że też muszę wyjechać z Monachium. Miałam wrócić tu ponownie z matką, ale było to już niemożliwe. Warknęłam coś głośno, kiedy telefon ponownie zaczął upierdliwie wibrować. Odetchnęłam z ulgą, zauważając że to nikt inny jak Alex.
- Masz mi się tu zaraz spowiadać, czemu to jesteś taka wredna i nic mi nie powiedziałaś o wyjeździe, kłamczucho - powiedziałam na wstępie, dzięki czemu mogłam usłyszeć donośny śmiech po drugiej stronie.
- Oj przepraszam, nie gniewaj się na mnie! Pewnie i tak dobrze wiesz, bo Marco ci przekazał iż to był spontaniczny wyjazd.
- A gdzie cię zabrał? Może do Hogwartu, bo jesteś taka podekscytowana...- mruknęłam z irytacją, co jeszcze bardziej ją rozśmieszyło.
- Coś ty! Na Majorkę- wyszeptała, jakby bojąc się, że ktoś niepowołany może ją usłyszeć.
- I to ma być 'spontaniczny' wyjazd? Musiał to przecież wcześniej zaplanować - ofuknęłam, nagle nie mogąc uwierzyć, że zrobił tak to wszystko bez udziału samej Alex. Odliczyłam do dziesięciu, czekając, aż cała irytacja ze mnie wyfrunie. - Przepraszam, że tak się odzywam.
- Nawet nie jestem zła! Mogłabyś zadzwonić do mnie później? Muszę kończyć. Papatki, kochana!- usłyszałam tylko ciche cmoknięcie i rozłączyłam się. Nawet nie zdążyłam włożyć go do telefonu, kiedy dostałam sms-a od Anne, naszej sekretarki.
Proszę, przyjedź. Brakuje nam kilku dokumentów, które są ważne. To pilne.
Przestraszyłam się nie na żarty. Dobrze wiedziałam, że brak kilku papierków na pierwszy rzut oka nic nie wartych może zaważyć o czyjejś przeszłości. Nie przebierałam się, ponieważ uznałam to za coś zbędnego. Pochwyciłam torbę, upewniwszy się, że mam w niej kluczyki do samochodu. Droga do zarządu dłużyła mi się niesamowicie, chociaż nigdzie nie było żadnych korków. Obie dłonie miałam spocone, jak bym nie wiadomo czego się strasznie bała. Uderzył we mnie podmuch zimnego powietrza pochodzącego z klimatyzacji, która teraz pracowała niemal na okrągło.
- Jak dobrze, że już jesteś!- zawołała blondynka, machając do mnie ręką. Na nosie siedziały jej nieodłączne okulary, zza których spoglądały na mnie łagodne, brązowe oczy. Ile ja bym dała, żeby mieć właśnie takie. Biegiem podeszłam do recepcji, od razu kierując się do wewnętrznej strony blatu. Pochyliłam się nad kupą dokumentów, które zostały ułożone w nienagannym porządku.
- Których konkretnie brakuje? - zapytałam, marszcząc czoło.
- Sprawozdań finansowych z poprzedniego kwartału... Jak tego nie znajdziemy dzisiaj, to Watzke nas ukatrupi!- zawoła zrozpaczonym szeptem zdesperowanej kobiety, która jest gotowa na prawie wszystko.
- Spokojnie, przecież musza tu gdzieś. Sprawdzałaś może w naszym biurze, które dzielę z Alex?
- Przecież dobrze wiesz, że tam nie wchodzę. Nie chcę być o nic posądzana.
Poklepałam ją krzepiąco po barku i sama ruszyłam w stronę naszego pokoju. Wyciągnęłam z kieszeni frotkę i związałam sobie włosy w luźny, koński ogon. Z impetem otworzyłam drzwi, studiując od razu każdy centymetr kwadratowy biura swoim czujnym wzrokiem. Zaczęłam dokładnie sprawdzać wszystkie miejsca, w których mogły one się znaleźć. Przyłożyłam spocone czoło do chłodnej powierzchni ściany, kiedy wyczułam pod drukarkę szorstką teczkę. W myślach podziękowałam Bogu, że przysłała mi tą wiadomość. A gdybym o niczym nie wiedziała? Wolałam o tym nawet nie myśleć. Przycisnęłam papiery do piersi, bojąc się, iż mogą mi gdzieś wypaść po drodze. Tak, teraz byłam naprawdę przewrażliwiona. Zamykając za sobą szklane przejście, obok siebie usłyszałam przeciągły jęk. Jakiś facet schylał swoje ciało, zasłaniając nos obiema dłońmi. W tej chwili uświadomiłam sobie, co mu takiego zrobiłam.
- Nic poważnego się Panu nie stało?
Całym ciałem mężczyzny przeszedł dreszcz. Z gardła wyrwał mu się chichot, który przeszedł w donośny śmiech. Po raz kolejny tego dnia przywołałam do siebie wspomnienia z liceum, dobrze wiedząc, kto potrafił mi wykręcić taki numer...
-... Mats!- ofuknęłam go, mierzwiąc te czarne włosy. Nie mogłam się powstrzymać i śmiałam się razem z nim. Wkrótce przytulił mnie przyjacielsko, zaraz biorąc mnie pod ramię. Powiedział, iż muszę opowiedzieć wszystko, co działo się dotychczas w moim życiu. Przed pójściem do bufetu oddałam Anne 'zaginione' dokumenty, które bardzo sprytnie się ukryły. Niesamowicie się cieszyłam, mogąc wreszcie znaleźć chwilę na rozmowę z moim przyjacielem. Do moich nozdrzy doszedł zapach świeżo wypiekanych cynamonowych ciastek, które uwielbiałyśmy razem z Alex. Na początku postanowiliśmy się zadowolić samą kawą, po czym usiedliśmy przy stoliku wychodzącym na zewnątrz.
- Najpierw musisz mi wyjaśnić całą sprawę z Marco. Przez ostatnie tygodnie chodził jak struty i nie było się z nim możliwości dogadać. Nawet sam Jurgen zaczął się o niego martwić, a on nie chciał nikomu powiedzieć o co chodzi. Liczę więc, że ty mi wyjaśnisz.
Powoli zaczęłam całą historię od początku. Nie było mi łatwo o tym wszystkim tak powiedzieć na luzie, ale w końcu miałam pewność, że on nikomu o tym nie powie. Przez twarz Matsa przejawiły się różne emocje. W pewnym sensie go rozumiałam. A co gdyby też miał taką psychopatyczną była i ona wpadłaby na taki pomysł? Wtedy Cathy pewnie zareagowałaby tak samo jak ja, bynajmniej to bardzo prawdopodobne.
- Teraz... teraz wszystko rozumiem. Przed tym wszystkim potrafił trajkotać o tobie przez cały trening, aż kiedyś się tak zamyślić, że nie zauważył nawet jak piłka przeszła mu przed nosem. Nigdy tego nie zapomnę, o nie - zaśmiał się, upijając łyk chłodnego już napoju.- Po za tym jest sprawa, w której muszę się tobą poradzić.
- O co chodzi?- zamieniłam się w słuch, nadstawiając uszu.
- Jestem już z Cathy... och, od liceum. Pewnie być się zdziwiła, ale kiedy ty wyjechałaś z Monachium ona właśnie się tu wprowadziła. Ostatnio coraz częściej o tym myślę. Chcę się jej oświadczyć.
I wtedy pojawił się Mats. Taki mamy teraz paradoks, że mieszkamy w jednym mieście nie mamy czasu się spotkać ani do siebie zadzwonić. Dobrze pamiętam, jak wyjaśnił to całe zamieszanie i tamten chłopak okazał się perfidnym kłamcą. To chyba z tego powodu odszedł z liceum, bo więcej go nie widziałam. Wiem, że byłam mu wdzięczna. Cztery miesiące później okazało się, że też muszę wyjechać z Monachium. Miałam wrócić tu ponownie z matką, ale było to już niemożliwe. Warknęłam coś głośno, kiedy telefon ponownie zaczął upierdliwie wibrować. Odetchnęłam z ulgą, zauważając że to nikt inny jak Alex.
- Masz mi się tu zaraz spowiadać, czemu to jesteś taka wredna i nic mi nie powiedziałaś o wyjeździe, kłamczucho - powiedziałam na wstępie, dzięki czemu mogłam usłyszeć donośny śmiech po drugiej stronie.
- Oj przepraszam, nie gniewaj się na mnie! Pewnie i tak dobrze wiesz, bo Marco ci przekazał iż to był spontaniczny wyjazd.
- A gdzie cię zabrał? Może do Hogwartu, bo jesteś taka podekscytowana...- mruknęłam z irytacją, co jeszcze bardziej ją rozśmieszyło.
- Coś ty! Na Majorkę- wyszeptała, jakby bojąc się, że ktoś niepowołany może ją usłyszeć.
- I to ma być 'spontaniczny' wyjazd? Musiał to przecież wcześniej zaplanować - ofuknęłam, nagle nie mogąc uwierzyć, że zrobił tak to wszystko bez udziału samej Alex. Odliczyłam do dziesięciu, czekając, aż cała irytacja ze mnie wyfrunie. - Przepraszam, że tak się odzywam.
- Nawet nie jestem zła! Mogłabyś zadzwonić do mnie później? Muszę kończyć. Papatki, kochana!- usłyszałam tylko ciche cmoknięcie i rozłączyłam się. Nawet nie zdążyłam włożyć go do telefonu, kiedy dostałam sms-a od Anne, naszej sekretarki.
Proszę, przyjedź. Brakuje nam kilku dokumentów, które są ważne. To pilne.
Przestraszyłam się nie na żarty. Dobrze wiedziałam, że brak kilku papierków na pierwszy rzut oka nic nie wartych może zaważyć o czyjejś przeszłości. Nie przebierałam się, ponieważ uznałam to za coś zbędnego. Pochwyciłam torbę, upewniwszy się, że mam w niej kluczyki do samochodu. Droga do zarządu dłużyła mi się niesamowicie, chociaż nigdzie nie było żadnych korków. Obie dłonie miałam spocone, jak bym nie wiadomo czego się strasznie bała. Uderzył we mnie podmuch zimnego powietrza pochodzącego z klimatyzacji, która teraz pracowała niemal na okrągło.
- Jak dobrze, że już jesteś!- zawołała blondynka, machając do mnie ręką. Na nosie siedziały jej nieodłączne okulary, zza których spoglądały na mnie łagodne, brązowe oczy. Ile ja bym dała, żeby mieć właśnie takie. Biegiem podeszłam do recepcji, od razu kierując się do wewnętrznej strony blatu. Pochyliłam się nad kupą dokumentów, które zostały ułożone w nienagannym porządku.
- Których konkretnie brakuje? - zapytałam, marszcząc czoło.
- Sprawozdań finansowych z poprzedniego kwartału... Jak tego nie znajdziemy dzisiaj, to Watzke nas ukatrupi!- zawoła zrozpaczonym szeptem zdesperowanej kobiety, która jest gotowa na prawie wszystko.
- Spokojnie, przecież musza tu gdzieś. Sprawdzałaś może w naszym biurze, które dzielę z Alex?
- Przecież dobrze wiesz, że tam nie wchodzę. Nie chcę być o nic posądzana.
Poklepałam ją krzepiąco po barku i sama ruszyłam w stronę naszego pokoju. Wyciągnęłam z kieszeni frotkę i związałam sobie włosy w luźny, koński ogon. Z impetem otworzyłam drzwi, studiując od razu każdy centymetr kwadratowy biura swoim czujnym wzrokiem. Zaczęłam dokładnie sprawdzać wszystkie miejsca, w których mogły one się znaleźć. Przyłożyłam spocone czoło do chłodnej powierzchni ściany, kiedy wyczułam pod drukarkę szorstką teczkę. W myślach podziękowałam Bogu, że przysłała mi tą wiadomość. A gdybym o niczym nie wiedziała? Wolałam o tym nawet nie myśleć. Przycisnęłam papiery do piersi, bojąc się, iż mogą mi gdzieś wypaść po drodze. Tak, teraz byłam naprawdę przewrażliwiona. Zamykając za sobą szklane przejście, obok siebie usłyszałam przeciągły jęk. Jakiś facet schylał swoje ciało, zasłaniając nos obiema dłońmi. W tej chwili uświadomiłam sobie, co mu takiego zrobiłam.
- Nic poważnego się Panu nie stało?
Całym ciałem mężczyzny przeszedł dreszcz. Z gardła wyrwał mu się chichot, który przeszedł w donośny śmiech. Po raz kolejny tego dnia przywołałam do siebie wspomnienia z liceum, dobrze wiedząc, kto potrafił mi wykręcić taki numer...
-... Mats!- ofuknęłam go, mierzwiąc te czarne włosy. Nie mogłam się powstrzymać i śmiałam się razem z nim. Wkrótce przytulił mnie przyjacielsko, zaraz biorąc mnie pod ramię. Powiedział, iż muszę opowiedzieć wszystko, co działo się dotychczas w moim życiu. Przed pójściem do bufetu oddałam Anne 'zaginione' dokumenty, które bardzo sprytnie się ukryły. Niesamowicie się cieszyłam, mogąc wreszcie znaleźć chwilę na rozmowę z moim przyjacielem. Do moich nozdrzy doszedł zapach świeżo wypiekanych cynamonowych ciastek, które uwielbiałyśmy razem z Alex. Na początku postanowiliśmy się zadowolić samą kawą, po czym usiedliśmy przy stoliku wychodzącym na zewnątrz.
- Najpierw musisz mi wyjaśnić całą sprawę z Marco. Przez ostatnie tygodnie chodził jak struty i nie było się z nim możliwości dogadać. Nawet sam Jurgen zaczął się o niego martwić, a on nie chciał nikomu powiedzieć o co chodzi. Liczę więc, że ty mi wyjaśnisz.
Powoli zaczęłam całą historię od początku. Nie było mi łatwo o tym wszystkim tak powiedzieć na luzie, ale w końcu miałam pewność, że on nikomu o tym nie powie. Przez twarz Matsa przejawiły się różne emocje. W pewnym sensie go rozumiałam. A co gdyby też miał taką psychopatyczną była i ona wpadłaby na taki pomysł? Wtedy Cathy pewnie zareagowałaby tak samo jak ja, bynajmniej to bardzo prawdopodobne.
- Teraz... teraz wszystko rozumiem. Przed tym wszystkim potrafił trajkotać o tobie przez cały trening, aż kiedyś się tak zamyślić, że nie zauważył nawet jak piłka przeszła mu przed nosem. Nigdy tego nie zapomnę, o nie - zaśmiał się, upijając łyk chłodnego już napoju.- Po za tym jest sprawa, w której muszę się tobą poradzić.
- O co chodzi?- zamieniłam się w słuch, nadstawiając uszu.
- Jestem już z Cathy... och, od liceum. Pewnie być się zdziwiła, ale kiedy ty wyjechałaś z Monachium ona właśnie się tu wprowadziła. Ostatnio coraz częściej o tym myślę. Chcę się jej oświadczyć.
wtorek, 1 lipca 2014
Rozdział XXI
Jęknęłam cicho, czując jak trzeszczą mi stawy. W nocy miałam cały czas przykurczone nogi, więc nie dziwne, że mnie trochę bolą. Oblałam się rumieńcem, widząc, na czym tak naprawdę leży moja głowa. Pogładziłam opuszkami palców tors Marco, z trudem powstrzymując się od śmiechu. Uważnie śledziłam każdą, nawet najmniejszy rys na jego twarzy. Nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. To było tak rzeczywiste, że aż bolało. Do tej pory nie wiedziałam, jak ktoś taki jak on mógł w ogóle zwrócić na mnie uwagę. Chłopak poruszył się niespokojnie, jakby miał wrażenie, że chcę mu uciec. Chyba to byłaby ostateczna rzecz, o jakiej bym pomyślała. Objął mnie ramieniem, jeszcze bardziej przyciskając do siebie.
- Wyspałaś się?- wymruczał, wtulając twarz w moją szyję.
- Pfff... Nie dałeś mi spać w nocy - powiedziałam z figlarnym błyskiem w oku, marszcząc czoło. Dobrze, że nie widział mojej miny. Nagle, dość niespodziewanie blondyn objął mnie i przycisnął usta do moich warg.
Zakręciło mi się w głowie. Dosłownie, niedawno doszłam do wniosku, że powietrze nie jest mi potrzebne do normalnego funkcjonowania. Przekręcił mnie tak, żebym była pod nim. Typowy facet dominujący, ot co. Pomimo tego, iż nie miałam ochoty przerywać tego porywającego procederu, mój brzuch zaburczał buntowniczo. Naprawdę wybrał sobie doskonały moment do przedstawienia tego, że brakuje mu suplementów odżywczych.
Odsunął się od mnie, zwlekając swój ciężar z mojego ciała. Usłyszałam tylko ciche plaśnięcie bosych stóp na drewnianej podłodze.
- Co chcesz na śniadanie?- zapytał, zawiązując sznurek na szlafroku. Rozejrzałam się ciekawsko po pokoju, próbując zlokalizować moje ubrania. Odetchnęłam z ulgą, widząc je na fotelu.
- Zjem co zrobisz - mruknęłam, podciągając kołdrę pod samą brodę. Marco tylko pokręcił głową w zamyśleniu i wyszedł, zostawiając mnie samą. Zerknęłam tylko, czy rolety są zasunięte i okręcona w kołdrę podreptałam w kierunku moich fatałaszków, które zabrałam do łazienki. Ubrałam się powoli, dając mu czas na to, żeby przypadkiem nie przygotował czegoś niejadalnego. Dopiero teraz miałam okazję do rozejrzeniu się po wnętrzu. Całość utrzymana była w ciepłych kolorach, co mnie ucieszyło. Przeczesałam z denka rozczochrane włosy, które i tak jak na złość sterczały na wszystkie strony. Pogroziłam im palcem, jednocześnie przeglądając się w lustrze. Doszłam do pocieszającego wniosku (bynajmniej dla mojej osoby) że nie wyglądam tak źle jak kilka minut wcześniej.
Z wypiekami na twarzy mój mózg przywołał wspomnienie... cóż, w tej chwili gotowa byłam zemdleć. Odchrząknęłam, przywołując swoje już dość zagalopowane myśli do normalnego stanu. Cichcem wyszłam z sypialni i powoli, niczym jakaś kobieta, która boi się zostać przyłapana na gorącym uczynku, ostrożnie stawiałam kroki na schodach. Omiotłam spojrzeniem cały salon oddzielony od kuchni blatem kuchennym; nigdzie nie widać było Marco. Opuszkami palców przejechałam po aksamitnym, białym obiciu kanap, który wyraźnie odcinał się na kawowym kolorze ścian. Uśmiechnęłam się delikatnie, przypominając sobie całą scenę z basenem. Kiedy wyszłam na taras, okazało się, że stół jest już przygotowany do śniadania. Brakowało tu tylko blondyna, który gdzieś się zapodział. A może się zgubił?
Usiadłam powoli na jednym z rozkładanych krzeseł, rozglądając się w około. Być może zaczaił się na mnie gdzieś i znów zamierza mnie 'niechcący' wrzucić do basenu? Smukłymi palcami chwyciłam uszko filiżanki z kawą. Zamoczyłam w jeszcze ciepłym napoju moje spierzchnięte wargi. Niemalże podskoczyłam i wylałam na swoją bluzkę brązowy płyn, kiedyż to poczułam na barkach nieznaczny ciężar.
- Nie wiedziałem, że jestem taki straszny - mruknął już dość rozbawiony do mojego ucha, w tej samej chwili podając mi talerzyk z jajecznicą na bekonie. Stała wcześniej na stole, ale nie miałam zielonego pojęcia, że jest dla mnie.
- Nie jesteś, tylko po prostu... nie rób niczego tak bez zapowiedzi, bo jeszcze kiedyś ci coś przypadkiem zrobię - zachichotałam. Usiadł obok mnie na drugim krześle, po chwili zastanowienia biorąc do ręki masło orzechowe i smarując sobie nim gorącego tosta.
- Alex dzwoniła do mnie... i kazała ci przekazać, że wyjeżdża na kilka dni wraz z Sebastianem. Podobno to jakiś 'niespodziewany' wypad za miasto.
Kiedy dotarł do mnie sens słów Marco, niemal zakrztusiłam się kawą.
- Oczywiście nie mam nic przeciwko temu... ale czemu zadzwoniła właśnie do ciebie?- zapytałam zaczepnie, unosząc jedną brew ku górze. Poczekałam cierpliwie, aż zje do końca kanapkę i dopiero wtedy spokojnie mi odpowie.
- Spałaś, a ja nie chciałem cię budzić. Później i tak przy tobie znów usnąłem - odparł prosto, splatając nasze dłonie w nierozerwalnym uścisku. Momentalnie zmiękłam i chyba stanie się to moim naturalnym odruchem. Resztę śniadania spędziliśmy na dyskutowaniu o mniej istotnych rzeczach. Pisnęłam jak mała dziewczynka, kiedy to postanowił mnie posadzić sobie tak bez żadnego pozwolenia na kolanach. Dotyk jego ust na moim chłodnym czole był niczym trzepnięcie skrzydeł motyla. W tym momencie dałam się porwać gwałtownym emocjom, które napłynęły do mnie niesamowicie mocną falą. Przycisnęłam usta do jego ust, chcąc do końca nacieszyć się ich bliskością.
- Kocham cię - wydyszał, nie przestając mnie całować. Oderwałam się od niego i spojrzałam mu prosto w oczy. Było w nich widać tylko szczerość, którą najwyraźniej pragnął mi ofiarować. Otworzyłam przed nim moje serce i nie zamierzałam go zamykać już nigdy.
- Ja też... cię kocham - szepnęłam, powracając do przerwanej czynności. Do końca nie potrafiłam znaleźć słów, które trafnie opisałyby mój stan, w którym teraz się znalazłam. Marco podniósł głowę, przerywając pocałunek. Nie miałam mu tego za złe. Oparł podbródek o czubek mojej głowy i spojrzał w dal.
- Wyspałaś się?- wymruczał, wtulając twarz w moją szyję.
- Pfff... Nie dałeś mi spać w nocy - powiedziałam z figlarnym błyskiem w oku, marszcząc czoło. Dobrze, że nie widział mojej miny. Nagle, dość niespodziewanie blondyn objął mnie i przycisnął usta do moich warg.
Odsunął się od mnie, zwlekając swój ciężar z mojego ciała. Usłyszałam tylko ciche plaśnięcie bosych stóp na drewnianej podłodze.
- Co chcesz na śniadanie?- zapytał, zawiązując sznurek na szlafroku. Rozejrzałam się ciekawsko po pokoju, próbując zlokalizować moje ubrania. Odetchnęłam z ulgą, widząc je na fotelu.
- Zjem co zrobisz - mruknęłam, podciągając kołdrę pod samą brodę. Marco tylko pokręcił głową w zamyśleniu i wyszedł, zostawiając mnie samą. Zerknęłam tylko, czy rolety są zasunięte i okręcona w kołdrę podreptałam w kierunku moich fatałaszków, które zabrałam do łazienki. Ubrałam się powoli, dając mu czas na to, żeby przypadkiem nie przygotował czegoś niejadalnego. Dopiero teraz miałam okazję do rozejrzeniu się po wnętrzu. Całość utrzymana była w ciepłych kolorach, co mnie ucieszyło. Przeczesałam z denka rozczochrane włosy, które i tak jak na złość sterczały na wszystkie strony. Pogroziłam im palcem, jednocześnie przeglądając się w lustrze. Doszłam do pocieszającego wniosku (bynajmniej dla mojej osoby) że nie wyglądam tak źle jak kilka minut wcześniej.
Z wypiekami na twarzy mój mózg przywołał wspomnienie... cóż, w tej chwili gotowa byłam zemdleć. Odchrząknęłam, przywołując swoje już dość zagalopowane myśli do normalnego stanu. Cichcem wyszłam z sypialni i powoli, niczym jakaś kobieta, która boi się zostać przyłapana na gorącym uczynku, ostrożnie stawiałam kroki na schodach. Omiotłam spojrzeniem cały salon oddzielony od kuchni blatem kuchennym; nigdzie nie widać było Marco. Opuszkami palców przejechałam po aksamitnym, białym obiciu kanap, który wyraźnie odcinał się na kawowym kolorze ścian. Uśmiechnęłam się delikatnie, przypominając sobie całą scenę z basenem. Kiedy wyszłam na taras, okazało się, że stół jest już przygotowany do śniadania. Brakowało tu tylko blondyna, który gdzieś się zapodział. A może się zgubił?
Usiadłam powoli na jednym z rozkładanych krzeseł, rozglądając się w około. Być może zaczaił się na mnie gdzieś i znów zamierza mnie 'niechcący' wrzucić do basenu? Smukłymi palcami chwyciłam uszko filiżanki z kawą. Zamoczyłam w jeszcze ciepłym napoju moje spierzchnięte wargi. Niemalże podskoczyłam i wylałam na swoją bluzkę brązowy płyn, kiedyż to poczułam na barkach nieznaczny ciężar.
- Nie wiedziałem, że jestem taki straszny - mruknął już dość rozbawiony do mojego ucha, w tej samej chwili podając mi talerzyk z jajecznicą na bekonie. Stała wcześniej na stole, ale nie miałam zielonego pojęcia, że jest dla mnie.
- Nie jesteś, tylko po prostu... nie rób niczego tak bez zapowiedzi, bo jeszcze kiedyś ci coś przypadkiem zrobię - zachichotałam. Usiadł obok mnie na drugim krześle, po chwili zastanowienia biorąc do ręki masło orzechowe i smarując sobie nim gorącego tosta.
- Alex dzwoniła do mnie... i kazała ci przekazać, że wyjeżdża na kilka dni wraz z Sebastianem. Podobno to jakiś 'niespodziewany' wypad za miasto.
Kiedy dotarł do mnie sens słów Marco, niemal zakrztusiłam się kawą.
- Oczywiście nie mam nic przeciwko temu... ale czemu zadzwoniła właśnie do ciebie?- zapytałam zaczepnie, unosząc jedną brew ku górze. Poczekałam cierpliwie, aż zje do końca kanapkę i dopiero wtedy spokojnie mi odpowie.
- Spałaś, a ja nie chciałem cię budzić. Później i tak przy tobie znów usnąłem - odparł prosto, splatając nasze dłonie w nierozerwalnym uścisku. Momentalnie zmiękłam i chyba stanie się to moim naturalnym odruchem. Resztę śniadania spędziliśmy na dyskutowaniu o mniej istotnych rzeczach. Pisnęłam jak mała dziewczynka, kiedy to postanowił mnie posadzić sobie tak bez żadnego pozwolenia na kolanach. Dotyk jego ust na moim chłodnym czole był niczym trzepnięcie skrzydeł motyla. W tym momencie dałam się porwać gwałtownym emocjom, które napłynęły do mnie niesamowicie mocną falą. Przycisnęłam usta do jego ust, chcąc do końca nacieszyć się ich bliskością.
- Kocham cię - wydyszał, nie przestając mnie całować. Oderwałam się od niego i spojrzałam mu prosto w oczy. Było w nich widać tylko szczerość, którą najwyraźniej pragnął mi ofiarować. Otworzyłam przed nim moje serce i nie zamierzałam go zamykać już nigdy.
- Ja też... cię kocham - szepnęłam, powracając do przerwanej czynności. Do końca nie potrafiłam znaleźć słów, które trafnie opisałyby mój stan, w którym teraz się znalazłam. Marco podniósł głowę, przerywając pocałunek. Nie miałam mu tego za złe. Oparł podbródek o czubek mojej głowy i spojrzał w dal.
*******
Po powrocie do domu jedynym śladem na obecność mojej przyjaciółki była powieszona sukienka na drzwiach szafki, którą kupiłam w centrum handlowym. Pogłaskałam czubkami palców odrobinę drapiący materiał. Na potężnej komodzie zauważyłam niewinnie wyglądającą kartkę z znajomym charakterem pisma.
Mam nadzieję, że nie będziesz na mnie zła. Chociaż zapewne powinnaś, nie przeczę wcale. Piszę ten list w pośpiechu, ponieważ mój Sebastian ciągle mnie pośpiesza mówiąc, że nie zdąży ze swoją ,,niespodzianką''. Nawet nie masz pojęcia, jak się cieszę! Ty pewnie zresztą też... jak wrócę, chcę znać całą prawdę, jak to się skończyło. ;) Pozdrawiam cię serdecznie, twoja na zawsze najdroższa przyjaciółka
Alex
Westchnęłam cicho, próbując uspokoić w sobie to wszystko, co kotłowało się we mnie od samego ranka. Wydarzyło się tak dużo... Wydawało mi się przez dłuższy okres czasu, że ta kłopotliwa sytuacji nigdy się nie zmieni. Jeden uśmiech losu sprawił mi niesamowite szczęście, które mogłam jej zawdzięczać. Nie chciałam nawet dopuszczać do siebie myśli, jak to by się skończyło, gdybym nie dała wziąć zaprowadzić siebie na zakupy. Nagle z mojej kieszeni dobiegło ciche burczenie telefonu.
Mam nadzieję, że nie będziesz na mnie zła. Chociaż zapewne powinnaś, nie przeczę wcale. Piszę ten list w pośpiechu, ponieważ mój Sebastian ciągle mnie pośpiesza mówiąc, że nie zdąży ze swoją ,,niespodzianką''. Nawet nie masz pojęcia, jak się cieszę! Ty pewnie zresztą też... jak wrócę, chcę znać całą prawdę, jak to się skończyło. ;) Pozdrawiam cię serdecznie, twoja na zawsze najdroższa przyjaciółka
Alex
Westchnęłam cicho, próbując uspokoić w sobie to wszystko, co kotłowało się we mnie od samego ranka. Wydarzyło się tak dużo... Wydawało mi się przez dłuższy okres czasu, że ta kłopotliwa sytuacji nigdy się nie zmieni. Jeden uśmiech losu sprawił mi niesamowite szczęście, które mogłam jej zawdzięczać. Nie chciałam nawet dopuszczać do siebie myśli, jak to by się skończyło, gdybym nie dała wziąć zaprowadzić siebie na zakupy. Nagle z mojej kieszeni dobiegło ciche burczenie telefonu.
niedziela, 15 czerwca 2014
Rozdział XX
Mruknęłam coś cicho pod nosem widocznie niezadowolona, widząc przez okno samochodu ciemne chmury, które gwałtownie zakrywały błękitne niebo. Sapnęłam, zauważając na twarzy mojej przyjaciółki zdeterminowaną minę. Tak mocno trzymała kierownicę, że zrobiły się na niej szlaczki od paznokci w kształcie półksiężyców. Przed wyjazdem zaczęłam mocno protestować, ale jak zwykle nic nie wskórałam. Niemal jeszcze czułam na swoich ramionach dotyk jej palców, jak wypychała mnie 'brutalnie' za drzwi. Przewróciłam oczami, kiedy zatrzymałyśmy się na czerwonym świetle w centrum miasta. Moje serce zaczęło bić jak oszalałe z niewiadomych powodów. Podskoczyłam gwałtownie na siedzeniu, ponieważ do moich uszu dobiegł głośny odgłos trąbiącego samochodu.
- Idiota. Kompletny idiota - skomentowała szatynka, poprawiając szminkę. Zachichotałam po raz pierwszy od kilku tygodni.
- I kto to mówi...- mruknęłam dość głośno, żeby mogła mnie usłyszeć. Na mojej twarzy zagościł kwaśny grymas, przypominając sobie ostatnie wydarzenie. Kiedy moje oczy znów zaczęły się robić wilgotne, mocno zacisnęłam zęby, nakazując się już w końcu uspokoić. Rozmowa, którą odbyłyśmy wczorajszego wieczoru bardzo mi pomogła. Bynajmniej tak mi się wydaje... Kolejnym problemem, który napotkałyśmy na swojej drodze, okazało się znalezienie miejsca na parkingu. Krążyłyśmy tu już od dobrych kilkunastu minut, nadal nie mogąc znaleźć miejsca. Postukałam dość zniecierpliwiona opuszkami palców w szybę, kątem oka dostrzegając jakiś ruch.
- TAM!- wskazałam palcem w bok, a Alex jednym sprawnym ruchem stanęła tam samochodem. Obie jednocześnie odetchnęłyśmy z ulgą, po chwili biorąc się za sprawdzanie naszych torebek.
- Portfele? - zaczęła, kiwając ironicznie głową.
- Są.- Odparłam, pokazując nawet dziewczynie energicznym ruchem już dość sprawdzony, czy niczego w nim nie brakuje. Zamknęłam oczy, próbując przywołać z pamięci wspomnienie naszego pierwszego pocałunku, który jakoś dodawał mi siłę. A co się stanie, jeśli słowa Caroline okażą się całkowitą prawdę? Nie wiem, czy w takiej sytuacji byłabym w stanie mu wybaczyć. Te wszystkie czułe słówka, którymi obdarzał mnie przy każdym naszym spotkaniu. Chciałam w to wierzyć. Na tą chwilę jednakże wszystko niesamowicie się pokomplikowało. Zgrabnym ruchem wysiadłam z naszej skromnej limuzyny, zatrzaskując za sobą drzwi.
Pewnym siebie krokiem przebijałyśmy się przez tłumy do otwartych drzwi największego w Dortmundzie centrum handlowego. Od razu uderzył w nas podmuch zimnego powietrza, który przyniósł ulgę po smażeniu, jakie można odczuć na dworze. Szum rozmów nie dawał nam spokojnie porozmawiać, czy w ogóle jakoś normalnie się porozumieć. Na migi pokazałam przyjaciółce dość porządnie wyglądający butik naprzeciwko jakiejś kwiaciarni. Przez sklepowe szyby błyszczały różne sukienki. Jedna szczególnie przypadła mi do gustu. Niczym zaczarowane prawie na skrzydłach pomknęłyśmy w tamtą stronę, po czym każda po wejściu rozbiegła się w swoje strony w poszukiwaniu upragnionej rzeczy, którą dzisiaj pewnie upolujemy.
Obserwowałam ją niczym zahipnotyzowana, przy okazji sprawdzając cenę na metce. Gwizdnęłam cicho, dobrze wiedząc, że to cudeńko będzie kosztowało mnie 1/4 mojej wypłaty. Jechałam tu jednak po to, żeby kupić coś pięknego i właśnie na coś takiego trafiłam. Jeśli tego nie zrobię i ktoś sprzątnie mi to sprzed nosa, nigdy sobie tego nie wybaczę. Wzięłam ostatnią sztukę wraz z wieszakiem, wzrokiem wyszukując znajomej sylwetki. Zauważyłam ją biorącą kilka par spodni, które wszystkie razem pewnie były wartości tego, co trzymam teraz w swoich łapach. Zacisnęłam palce na swojej zdobyczy jakby w obawie, że ktoś może mi to zabrać. Pomachałam do niej, próbując jakoś zwrócić uwagę na to, żeby do mnie podeszła. Na szczęście, po dłuższej chwili udało mi się osiągnąć cel. Bardzo zadowolona z siebie pokazała mi swój łup, a ja przedstawiłem Alex swój. Zaklaskała w dłonie, oznajmując mi, że jedna z przebieralni właśnie się zwolniła. Weszłyśmy do niej obie, po czym ściągnęłam bluzkę, którą miałam dzisiaj na sobie. Raczej nie miałam wstydu przed moją koleżanką od tak, że przy niej się przebieram. Z głośnym śmiechem pomogła mi dosunąć suwak.
-.... jak ty to zrobisz?Przecież jak to się wyda, będziesz miała przechlapane.- doszedł do nas obcy, kobiecy głos z bocznej kabiny.
- Phi. Coś wykombinuję. Nie bój się o to.
Momentalnie spięłam wszystkie mięśnie, przygotowując się do skoku niczym polujący drapieżnik. Aż nazbyt dobrze znałam ten głos. I nienawidziłam go z całego serca. Obie nadstawiłyśmy uszu.
- Ale tak od razu ciąża? Ja tam uważam, że trochę przegięłaś - mruknęła koleżanka Caro, która nawet tego nie wiedząc, podzielała moje zdanie w tej sprawie.
- Trzeba sięgać do radykalnych środków. Ta ściema może działać przez kilka dobrych miesięcy. Myślisz, że USG i wizyty u lekarza są aż tak tanie?- zapewniła ją zgryźliwym tonem.
- A co z tą Olivią?- zapytał ponownie nieznany głos, a ja zacisnęłam usta w cienką kreskę.
- Żebyś ty widziała jej minę... Dosłownie to było bezcenne - zachichotała szyderczo. Zacisnęłam pięści, cudem powstrzymując się od tego, żeby wejść tam do nich i przywalić tej pustej blondi. Zaraz jednak uśmiechnęłam się szeroko, uświadamiając sobie jedną rzecz. Marco nie kłamał. Serce zaczęło mi pompować krew z potrójną szybkością. Chciałam jak najszybciej zrzucić z siebie tą sukienkę, żeby móc do niego pojechać.
Zostawiłam Alex w centrum handlowym, a sama wybrałam dobrze mi już znany autobus. O ironio, kierowca był ten sam. Jedyne, co teraz mnie martwiło, to deszcz niesamowicie mocno zacinający za szybą. Do jego domu jest trochę drogi, ale jakoś się przeżyje. Kiedy wysiadłam, zaklęłam cichcem pod nosem. Już po kilku krokach koszulka kleiła się nieznośnie niemal wszędzie, podobnie było z dżinsami. Zdziwiłam się, widząc samochód blondyna stojący przed bramą. Czyżby gdzieś wyjeżdżał? A może się spóźniłam i już go nie ma? Zaraz moje domysły spaliły na panewce, ponieważ mój wzrok napotkał go, kiedy w swoich rękach niósł wypchaną po brzegi torbę. Znieruchomiał, zauważając mnie przed sobą. Nadal zawzięcie padało, ale to nie stanowiło już żadnego problemu.
Zanim w ogóle zdążył zareagować, podeszłam do niego i uśmiechnęłam się kącikiem ust.
- Olivia...- zaczął mówić, powoli rozkładając ramiona, żeby mnie objąć.
- Już wszystko dobrze.- Zaczęłam mu opowiadać z przejęciem, co takiego przytrafiło mi się w sklepie. Kiedy skończyłam, przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam. Mimowolnie zadrżałam, czując, jak słodycz rozlewa się po całym moim jestestwie. Zamrugałam gwałtownie, kiedy blondyn się od mnie odsunął. Ale on tylko chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę domu. Zaraz po zamknięciu się drzwi przycisnął mnie do ściany, uśmiechając się tajemniczo. To było zbyt piękne, żeby zakłócać to jakimikolwiek słowami. Kiedy poczułam na swoich wargach leciutki dotyk jego ust, myślałam tylko o namiętności, która rozpalała się płomieniem w mojej klatce piersiowej.
- Idiota. Kompletny idiota - skomentowała szatynka, poprawiając szminkę. Zachichotałam po raz pierwszy od kilku tygodni.
- I kto to mówi...- mruknęłam dość głośno, żeby mogła mnie usłyszeć. Na mojej twarzy zagościł kwaśny grymas, przypominając sobie ostatnie wydarzenie. Kiedy moje oczy znów zaczęły się robić wilgotne, mocno zacisnęłam zęby, nakazując się już w końcu uspokoić. Rozmowa, którą odbyłyśmy wczorajszego wieczoru bardzo mi pomogła. Bynajmniej tak mi się wydaje... Kolejnym problemem, który napotkałyśmy na swojej drodze, okazało się znalezienie miejsca na parkingu. Krążyłyśmy tu już od dobrych kilkunastu minut, nadal nie mogąc znaleźć miejsca. Postukałam dość zniecierpliwiona opuszkami palców w szybę, kątem oka dostrzegając jakiś ruch.
- TAM!- wskazałam palcem w bok, a Alex jednym sprawnym ruchem stanęła tam samochodem. Obie jednocześnie odetchnęłyśmy z ulgą, po chwili biorąc się za sprawdzanie naszych torebek.
- Portfele? - zaczęła, kiwając ironicznie głową.
- Są.- Odparłam, pokazując nawet dziewczynie energicznym ruchem już dość sprawdzony, czy niczego w nim nie brakuje. Zamknęłam oczy, próbując przywołać z pamięci wspomnienie naszego pierwszego pocałunku, który jakoś dodawał mi siłę. A co się stanie, jeśli słowa Caroline okażą się całkowitą prawdę? Nie wiem, czy w takiej sytuacji byłabym w stanie mu wybaczyć. Te wszystkie czułe słówka, którymi obdarzał mnie przy każdym naszym spotkaniu. Chciałam w to wierzyć. Na tą chwilę jednakże wszystko niesamowicie się pokomplikowało. Zgrabnym ruchem wysiadłam z naszej skromnej limuzyny, zatrzaskując za sobą drzwi.
Pewnym siebie krokiem przebijałyśmy się przez tłumy do otwartych drzwi największego w Dortmundzie centrum handlowego. Od razu uderzył w nas podmuch zimnego powietrza, który przyniósł ulgę po smażeniu, jakie można odczuć na dworze. Szum rozmów nie dawał nam spokojnie porozmawiać, czy w ogóle jakoś normalnie się porozumieć. Na migi pokazałam przyjaciółce dość porządnie wyglądający butik naprzeciwko jakiejś kwiaciarni. Przez sklepowe szyby błyszczały różne sukienki. Jedna szczególnie przypadła mi do gustu. Niczym zaczarowane prawie na skrzydłach pomknęłyśmy w tamtą stronę, po czym każda po wejściu rozbiegła się w swoje strony w poszukiwaniu upragnionej rzeczy, którą dzisiaj pewnie upolujemy.
Obserwowałam ją niczym zahipnotyzowana, przy okazji sprawdzając cenę na metce. Gwizdnęłam cicho, dobrze wiedząc, że to cudeńko będzie kosztowało mnie 1/4 mojej wypłaty. Jechałam tu jednak po to, żeby kupić coś pięknego i właśnie na coś takiego trafiłam. Jeśli tego nie zrobię i ktoś sprzątnie mi to sprzed nosa, nigdy sobie tego nie wybaczę. Wzięłam ostatnią sztukę wraz z wieszakiem, wzrokiem wyszukując znajomej sylwetki. Zauważyłam ją biorącą kilka par spodni, które wszystkie razem pewnie były wartości tego, co trzymam teraz w swoich łapach. Zacisnęłam palce na swojej zdobyczy jakby w obawie, że ktoś może mi to zabrać. Pomachałam do niej, próbując jakoś zwrócić uwagę na to, żeby do mnie podeszła. Na szczęście, po dłuższej chwili udało mi się osiągnąć cel. Bardzo zadowolona z siebie pokazała mi swój łup, a ja przedstawiłem Alex swój. Zaklaskała w dłonie, oznajmując mi, że jedna z przebieralni właśnie się zwolniła. Weszłyśmy do niej obie, po czym ściągnęłam bluzkę, którą miałam dzisiaj na sobie. Raczej nie miałam wstydu przed moją koleżanką od tak, że przy niej się przebieram. Z głośnym śmiechem pomogła mi dosunąć suwak.
-.... jak ty to zrobisz?Przecież jak to się wyda, będziesz miała przechlapane.- doszedł do nas obcy, kobiecy głos z bocznej kabiny.
- Phi. Coś wykombinuję. Nie bój się o to.
Momentalnie spięłam wszystkie mięśnie, przygotowując się do skoku niczym polujący drapieżnik. Aż nazbyt dobrze znałam ten głos. I nienawidziłam go z całego serca. Obie nadstawiłyśmy uszu.
- Ale tak od razu ciąża? Ja tam uważam, że trochę przegięłaś - mruknęła koleżanka Caro, która nawet tego nie wiedząc, podzielała moje zdanie w tej sprawie.
- Trzeba sięgać do radykalnych środków. Ta ściema może działać przez kilka dobrych miesięcy. Myślisz, że USG i wizyty u lekarza są aż tak tanie?- zapewniła ją zgryźliwym tonem.
- A co z tą Olivią?- zapytał ponownie nieznany głos, a ja zacisnęłam usta w cienką kreskę.
- Żebyś ty widziała jej minę... Dosłownie to było bezcenne - zachichotała szyderczo. Zacisnęłam pięści, cudem powstrzymując się od tego, żeby wejść tam do nich i przywalić tej pustej blondi. Zaraz jednak uśmiechnęłam się szeroko, uświadamiając sobie jedną rzecz. Marco nie kłamał. Serce zaczęło mi pompować krew z potrójną szybkością. Chciałam jak najszybciej zrzucić z siebie tą sukienkę, żeby móc do niego pojechać.
Zostawiłam Alex w centrum handlowym, a sama wybrałam dobrze mi już znany autobus. O ironio, kierowca był ten sam. Jedyne, co teraz mnie martwiło, to deszcz niesamowicie mocno zacinający za szybą. Do jego domu jest trochę drogi, ale jakoś się przeżyje. Kiedy wysiadłam, zaklęłam cichcem pod nosem. Już po kilku krokach koszulka kleiła się nieznośnie niemal wszędzie, podobnie było z dżinsami. Zdziwiłam się, widząc samochód blondyna stojący przed bramą. Czyżby gdzieś wyjeżdżał? A może się spóźniłam i już go nie ma? Zaraz moje domysły spaliły na panewce, ponieważ mój wzrok napotkał go, kiedy w swoich rękach niósł wypchaną po brzegi torbę. Znieruchomiał, zauważając mnie przed sobą. Nadal zawzięcie padało, ale to nie stanowiło już żadnego problemu.
Zanim w ogóle zdążył zareagować, podeszłam do niego i uśmiechnęłam się kącikiem ust.
- Olivia...- zaczął mówić, powoli rozkładając ramiona, żeby mnie objąć.
- Już wszystko dobrze.- Zaczęłam mu opowiadać z przejęciem, co takiego przytrafiło mi się w sklepie. Kiedy skończyłam, przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam. Mimowolnie zadrżałam, czując, jak słodycz rozlewa się po całym moim jestestwie. Zamrugałam gwałtownie, kiedy blondyn się od mnie odsunął. Ale on tylko chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę domu. Zaraz po zamknięciu się drzwi przycisnął mnie do ściany, uśmiechając się tajemniczo. To było zbyt piękne, żeby zakłócać to jakimikolwiek słowami. Kiedy poczułam na swoich wargach leciutki dotyk jego ust, myślałam tylko o namiętności, która rozpalała się płomieniem w mojej klatce piersiowej.
*******
Kilkakrotnie zamrugałam powiekami, próbując przyzwyczaić je do światła padającego z otwartego okna. Przez kilka chwil nie wiedziałam, gdzie jestem. Dopiero kiedy odkręciłam się na bok, zastał mnie cudny widok, za który jeszcze kilka miesięcy temu dałabym się pokroić. Twarz Marco w czasie snu była niesamowicie spokojna, bardziej niż w ciągu dnia. Nawet w czasie nieświadomości obejmował mnie swoim ramieniem. Oparłam głowę o jego szeroki tors, przymykając oczy. Chyba więcej do szczęścia mi nie potrzeba.
czwartek, 12 czerwca 2014
Rozdział XIX
Z ściągniętymi brwiami obserwowałam wędrówkę Marco do przedpokoju. Przekręciłam się na bok, próbując znaleźć wygodniejszą pozycję do leżenia. Kiedy przeczesałam włosy palcami, okazało się, że są lekko wilgotne. Cóż, zdziwiłabym się, gdyby nie były. Zaczęłam rozmyślać o tejże sytuacji, która miała miejsce zaledwie kilka chwil wcześniej. Nie jestem pewna, czy na pewno chciałabym, żeby do czegoś doszło. Z resztą wydawało mi się, że i tak raczej nie jesteśmy jeszcze długo ze sobą... Chociaż biorąc pod uwagę wszystkie zwariowane i szalone momenty, które przeżyliśmy razem, muszę przyznać, że dość dużo nas już łączyło. Podskoczyłam gwałtownie, słysząc znajomy głos. Nie kojarzył mi się on z niczym przyjemnym. Spowodował on to, że po moich plecach przeszedł zimny dreszcz. Podniosłam się do pozycji siedzącej, wkrótce kierując swoje kroki w kierunku krzyków. Przyglądałam się z dziwieniem drobnej blondynce, która z udawanym przejęciem żywo gestykulowała dłońmi.
-... niby jak to miało się stać?!- blondyn niemal krzyknął, między palcami trzymając pomiętą fotografię. Główny, czarny prostokąt był pełen cienkich, srebrnych żyłek składających się w konkretny kształt. Był on dość wypukły i kulisty. Kiedy chłopak zauważył mnie za swoimi plecami, spojrzał przestraszonym wzrokiem na Caroline. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, co jest na tym zdjęciu.
Niemal zatoczyłam się do tyłu. Wiadomość ta uderzyła do mojego mózgu niczym gorące kowadło, rytmicznie uderzające w powłokę mojej czaszki. Widziałam wszystko jak przez mgłę. Złośliwą minę tej żmii, której właśnie teraz udało się osiągnąć swój cel. I przede wszystkim Marco. Jak on mógł mi to zrobić? Przez łzy zauważyłam, jak z triumfem blondyneczka odchodzi, zostawiając nas samych.
- Ja... to nie moje dziecko- wyjaśnił gorączkowo, próbując mnie jakoś powstrzymać przed wyjściem z domu. Na szczęście miałam już na stopach conversy. - Olivio. Uwierz mi. Nigdy, przenigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił.
- Nawet się nie tłumacz. Proszę - z trudem wydusiłam przez zaciśnięte z tlącego się bólu gardło. Niemal biegnąc, ruszyłam na najbliższy przystanek autobusowy. Łydki paliły mnie żywym ogniem, ale i tak nie miałam najmniejszego zamiaru przestać biec. Raz zerknęłam za siebie, mając jakże nikłą teraz już nadzieję, że zobaczę go za sobą, zmęczonego pościgiem. Jednakże przywitał mnie widok trąbiącego pojazdu, do którego po zatrzymaniu rwącym strumieniem zaczęli wchodzić nieznajomi, całkiem obcy ludzie. Niektórzy spoglądali na mnie z zdziwieniem. Jedna kobieta chciała chyba do mnie podejść, ale w końcu zrezygnowała, najwyżej uznając, że nie powinna się w nic mieszać. I dobrze. Skąd oni mogli wiedzieć, z jakiego powodu płaczę? Założę się, że nikt by nie zgadł przyczyny. Przecież coś takiego nie zdarza się często.
W ostatniej chwili, przed zamknięciem się metalowych drzwi, zdążyłam wsiąść i znalazłam wolne miejsce przy samym oknie. Jako mała dziewczynka zawsze zajmowałam takie miejsca, żeby wszystko wyraźnie widzieć. Tępym wzrokiem wpatrywałam się w szklane wieżowce, które mijaliśmy z umiarkowaną prędkością. Cały świat stracił dla mnie jakiekolwiek kolory, co nie zdarzało się często. Zawsze byłam pełna życia. A teraz? Z ochrypłym westchnięciem uświadomiłam sobie, że nie mam u swego boku torby, którą zostawiłam u niego na fotelu w domu. Mały głośniczek znajdujący się obok jakiejś szarej tabliczki poinformował mnie, że dwudziestu minutach nudnej jazdy znajduje się na naszym osiedlu. Nadal nieobecna duchem, po wyjściu z komunikacji miejskiej, ruszyłam przed siebie ospałym krokiem. Każdy, nawet najmniejszy ruch mojego ciała czy skurcz zdawał się promieniować bólem, który rozchodził się z środka klatki piersiowej. Z samiutkiego serca, na którym ktoś zrobił głęboką i poszarpaną bruzdę, która krwawiła.
Wydawało mi się, że coś dla siebie obojga coś znaczymy. Ta dziewczyna potrafiła zniszczyć wszystko, co kochałam. Jak ja jej nienawidziłam. Moja twarz była mokra od łez wielkości sporawego grochu, które nieprzerwanym strumieniem toczyły mi się po policzkach. Kiedy mijałam sklep spożywczy, przypomniałam sobie niezbyt fajne spotkanie z Felixem. Sapnęłam cicho, nerwowym ruchem ocierając sobie swędzący kark dłonią. Zachodzące promienie słońca głaskały mnie po nagich ramionach, próbując dodać mi otuchy przed nadchodzącymi dniami. Być może im się to uda.
-... niby jak to miało się stać?!- blondyn niemal krzyknął, między palcami trzymając pomiętą fotografię. Główny, czarny prostokąt był pełen cienkich, srebrnych żyłek składających się w konkretny kształt. Był on dość wypukły i kulisty. Kiedy chłopak zauważył mnie za swoimi plecami, spojrzał przestraszonym wzrokiem na Caroline. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, co jest na tym zdjęciu.
Niemal zatoczyłam się do tyłu. Wiadomość ta uderzyła do mojego mózgu niczym gorące kowadło, rytmicznie uderzające w powłokę mojej czaszki. Widziałam wszystko jak przez mgłę. Złośliwą minę tej żmii, której właśnie teraz udało się osiągnąć swój cel. I przede wszystkim Marco. Jak on mógł mi to zrobić? Przez łzy zauważyłam, jak z triumfem blondyneczka odchodzi, zostawiając nas samych.
- Ja... to nie moje dziecko- wyjaśnił gorączkowo, próbując mnie jakoś powstrzymać przed wyjściem z domu. Na szczęście miałam już na stopach conversy. - Olivio. Uwierz mi. Nigdy, przenigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił.
- Nawet się nie tłumacz. Proszę - z trudem wydusiłam przez zaciśnięte z tlącego się bólu gardło. Niemal biegnąc, ruszyłam na najbliższy przystanek autobusowy. Łydki paliły mnie żywym ogniem, ale i tak nie miałam najmniejszego zamiaru przestać biec. Raz zerknęłam za siebie, mając jakże nikłą teraz już nadzieję, że zobaczę go za sobą, zmęczonego pościgiem. Jednakże przywitał mnie widok trąbiącego pojazdu, do którego po zatrzymaniu rwącym strumieniem zaczęli wchodzić nieznajomi, całkiem obcy ludzie. Niektórzy spoglądali na mnie z zdziwieniem. Jedna kobieta chciała chyba do mnie podejść, ale w końcu zrezygnowała, najwyżej uznając, że nie powinna się w nic mieszać. I dobrze. Skąd oni mogli wiedzieć, z jakiego powodu płaczę? Założę się, że nikt by nie zgadł przyczyny. Przecież coś takiego nie zdarza się często.
W ostatniej chwili, przed zamknięciem się metalowych drzwi, zdążyłam wsiąść i znalazłam wolne miejsce przy samym oknie. Jako mała dziewczynka zawsze zajmowałam takie miejsca, żeby wszystko wyraźnie widzieć. Tępym wzrokiem wpatrywałam się w szklane wieżowce, które mijaliśmy z umiarkowaną prędkością. Cały świat stracił dla mnie jakiekolwiek kolory, co nie zdarzało się często. Zawsze byłam pełna życia. A teraz? Z ochrypłym westchnięciem uświadomiłam sobie, że nie mam u swego boku torby, którą zostawiłam u niego na fotelu w domu. Mały głośniczek znajdujący się obok jakiejś szarej tabliczki poinformował mnie, że dwudziestu minutach nudnej jazdy znajduje się na naszym osiedlu. Nadal nieobecna duchem, po wyjściu z komunikacji miejskiej, ruszyłam przed siebie ospałym krokiem. Każdy, nawet najmniejszy ruch mojego ciała czy skurcz zdawał się promieniować bólem, który rozchodził się z środka klatki piersiowej. Z samiutkiego serca, na którym ktoś zrobił głęboką i poszarpaną bruzdę, która krwawiła.
Wydawało mi się, że coś dla siebie obojga coś znaczymy. Ta dziewczyna potrafiła zniszczyć wszystko, co kochałam. Jak ja jej nienawidziłam. Moja twarz była mokra od łez wielkości sporawego grochu, które nieprzerwanym strumieniem toczyły mi się po policzkach. Kiedy mijałam sklep spożywczy, przypomniałam sobie niezbyt fajne spotkanie z Felixem. Sapnęłam cicho, nerwowym ruchem ocierając sobie swędzący kark dłonią. Zachodzące promienie słońca głaskały mnie po nagich ramionach, próbując dodać mi otuchy przed nadchodzącymi dniami. Być może im się to uda.
*********
Minęły już ponad trzy tygodnie, odkąd widzieliśmy się po raz ostatni. Codziennie w nocy miałam ten sam sen. Widziałam siebie całującą się namiętnie z Marco, aby następnie zostać od niego brutalnie oderwana i stanąć na krawędzi czarnej czeluści. Zza jego pleców wychodziła ta blondynka, chichocząc triumfalnie. Bez najmniejszych oporów jednym, zgrabnym ruchem ręki popchnęła mnie. Z niemym krzykiem spadałam coraz niżej, nie mogąc się obudzić. Kiedy jednak to robiłam, byłam cała zlana potem. I tak każdej nocy, bez najmniejszego wyjątku. Zaczęłam mieć podkrążone oczy z niewyspania. Pamiętam, że kilka dni później Alex pojechała mu oddać koszulkę i wziąć przy okazji moją torbę. Kiedy zajęło jej to więcej czasu niż planowała, zaczęła się tłumaczyć. Byłam niemal pewna, że z nim rozmawiała, bo wróciła też w dość przygnębiającym nastroju. Postanowiłyśmy sobotni wieczór spędzić razem, oglądając stare, francuskie filmy z napisami.
- Strasznie źle się czuję, widząc jak cierpisz - wyznała mi szatynka, soląc i tak zbyt dużo popcorn, który jeszcze nie dawno siedział sobie w mikrofali. Nie wiedziałam, jak mam odpowiedzieć. Zamiast tego powiedziałam coś strasznego. Coś, co trzymałam w tajemnicy nawet przed przed sobą, próbując się tego wyprzeć.
- Boże, Alex. Ja go nadal kocham. Czy to źle?- spytałam zachrypniętym głosem, czując, jak niema ulga rozlewa się po całym ciele. W końcu o tym mogłam komuś powiedzieć. Pomiędzy nami zapadła krępująca cisza, którą przerwało ciche szuranie kapci na kuchennym linoleum. Z mojego gardła wyrwał się cichy szloch, zaraz stłumiony przez ciepłe objęcie mojej jedynej przyjaciółki.
- Wiem, że to trudne... Ale możecie sobie dać szansę. Musicie jakoś spróbować - wyszeptała mi do ucha. Musiałam coś z tym zrobić, to pewne jak słońce. Przecież ten problem nie rozwiąże się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wzięłam w swoje ręce gorącą miskę białych kulek i obie ruszyłyśmy w stronę kanapy, na którą usiadłyśmy. Po chwili zaczęłyśmy szukać pilota, który zgubił się pośród tumultu poduszek.
- Jak chcesz, możemy się jutro wybrać na jakieś porządne zakupy do centrum handlowego. - Alex puściła do mnie oko - To najlepszy sposób na ból głowy z powodu facetów.
Niezdecydowanie skinęłam głową, potwierdzając pozytywnie cały ten plan. Przyda mi się chociaż odrobinka relaksu, na sto procent. Chociaż na krótką chwilę chciałam o wszystkim zapomnieć. Ale nie chciałam zapomnieć o Marco.
piątek, 30 maja 2014
Rozdział XVIII
Nieznacznie uniosłam swoje kąciki ust, kiedy wplótł ręce w moje mokre włosy. Powoli podpłynęliśmy do krawędzi basenu, żeby nie przerywać uścisku w którym trwaliśmy. Być może w tej chwili dotarło do mnie, że tlen nie jest mi potrzebny do oddychania. Nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że cała bluzka przykleiła mi się do ciała, całkowicie ją opinając. Odruchowa gładziłam go opuszkami palców po wilgotnym karku, zatracając się w pocałunku. Serce dudniło jak oszalałe, z dwukrotną prędkością pompując krew.
- I co teraz? Przecież nie mam ubrań na zmianę - wydyszałam, na krótką chwilę odrywając się od kuszących warg Marco.
- Zaraz coś na to poradzimy - mruknął z łobuzerskim uśmieszkiem, potrząsając mokrą czupryną, którą po raz pierwszy widziałam w pewnym nieładzie. Kiedy wyszedł z basenu, wyciągnął od mnie rękę, bym mogła spokojnie wydostać z wody. Zaprowadził mnie do salonu i sam poszedł do siebie, by najprawdopodobniej dać mi jakąś swoją koszulkę, w której miałabym chodzić po jego domu. Nie chciałam nigdzie siadać, w obawie przed tym, że kanapa miałaby na sobie plamę. Wzięłam torbę i poszperałam w niej trochę w poszukiwaniu szortów, które biorę ze sobą na wszelki wypadek. Widocznie dzisiaj w końcu mi się przydadzą...
- Taka może być?- spytał znienacka, pokazując mi czarną koszulkę z logo BvB. Była trochę za duża, ale to mi zbytnio nie powinno przeszkadzać. Cmoknęłam go w policzek w ramach podziękowania i poszłam się przebrać, wcześniej oczywiście wskazując mi drogę do łazienki. Ściągnęłam mokrą bluzkę, po czym wytarłam się delikatnie jednym z jedwabistych ręczników. Nałożyłam na siebie suchy T-shirt, w międzyczasie przeglądając się w lustrze. Przetarłam także włosy, co by ciągle nie kapała z nich woda. Gdy miałam podejść do Marco, złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął gwałtownie do siebie. Czułam mocne mięśnie brzucha, które widocznie rysowały się pod jego podkoszulkiem. Skrzywił się, jakby nie pochwalając mojego zachowania. Spojrzałam na niego zdziwiona, na co tylko parsknął krótkim śmiechem.
- Mogę poprosić o całusa?- zapytał tonem niewinnego człowieka, który niedawno ,,niechcący'' wrzucił mnie wraz ze sobą do basenu. Zanim w ogóle zdążyłam coś odpowiedzieć, poczułam dotyk jego ust. Pod wpływem jego dotyku roztapiałam się jak czekoladka w południowym słońcu. Nasze nogi powiodły nas w kierunku kanapy, na którą wkrótce opadliśmy, spleceni między sobą. Ciężar blondyna przez kilka chwil wydawał mi się trochę uciążliwy, jednakże wszystko uleciało z biegiem sekund.
Powietrze wokół nas wręcz zgęstniało od namiętności. Nie wiedziałam do końca, czy chcę czegoś więcej. Moje myśli krążyły teraz wokół płomienia, który rozgorzał w moim ciele. Fale ciepła przepływały przez wszystkie komórki, wysyłając różne komunikaty. Marco, jakby wyczuwając wahanie, uwalił się obok mnie i przytulił do mnie. Patrzył mi prosto w oczy, a ja próbowałam odgadnąć tajemnicę, która czaiła się w kącikach jego kolorowych tęczówek.
- Miałem szczęście, że spotkałem kogoś takiego jak ty - wyszeptał mi do ucha, uśmiechając się niemalże tajemniczo.
- Ja również- odpowiedziałam. Oparłam głowę o jego szeroki tors, wdychając rozszerzonymi nozdrzami jego przyjemny zapach. Powoli zaczęłam się zastanawiać, jaką niespodziankę sprawić mu na urodziny. Chciałam mu dać coś wyjątkowego, co by go zaskoczyło. Na tą chwilę nie miałam zielonego pojęcia, co to mogłoby być. Sapnęłam cicho, próbując znaleźć jakąś wygodniejszą pozycję do leżenia. W objęciach blondyna wszystkie codzienne trudności zaczęły blednąć, pozostając tylko niewyraźną plamą na skraju mojego umysłu.
- Jak ten wasz nowy pracownik?- zagadnął, w końcu wyrywając mnie z zamyślenia.
- Pfff..Pierwszego dnia się spóźniłam. Zastanawiam się, czy nie zrobić składki i kupić mu nowy zegarek - zachichotałam, zakrywając usta dłonią.
- Kiedy masz urodziny?- zapytał po raz kolejny znienacka, ale moją odpowiedź zakłócił odgłos dzwonka do drzwi. Marco mruknął coś pod nosem wyraźnie niezadowolony z takiego obrotu spraw i pomaszerował je otworzyć.
------------------------------------------------------
Dzisiejszy blog jest z specjalną dedykacją dla @Natkazik i @Natalia0919. <3 Łezka mi się w oczku zakręciła, kiedy zobaczyłam, ile mam wyświetleń. Naprawdę, bardzo wam za to dziękuję! :)
- I co teraz? Przecież nie mam ubrań na zmianę - wydyszałam, na krótką chwilę odrywając się od kuszących warg Marco.
- Zaraz coś na to poradzimy - mruknął z łobuzerskim uśmieszkiem, potrząsając mokrą czupryną, którą po raz pierwszy widziałam w pewnym nieładzie. Kiedy wyszedł z basenu, wyciągnął od mnie rękę, bym mogła spokojnie wydostać z wody. Zaprowadził mnie do salonu i sam poszedł do siebie, by najprawdopodobniej dać mi jakąś swoją koszulkę, w której miałabym chodzić po jego domu. Nie chciałam nigdzie siadać, w obawie przed tym, że kanapa miałaby na sobie plamę. Wzięłam torbę i poszperałam w niej trochę w poszukiwaniu szortów, które biorę ze sobą na wszelki wypadek. Widocznie dzisiaj w końcu mi się przydadzą...
- Taka może być?- spytał znienacka, pokazując mi czarną koszulkę z logo BvB. Była trochę za duża, ale to mi zbytnio nie powinno przeszkadzać. Cmoknęłam go w policzek w ramach podziękowania i poszłam się przebrać, wcześniej oczywiście wskazując mi drogę do łazienki. Ściągnęłam mokrą bluzkę, po czym wytarłam się delikatnie jednym z jedwabistych ręczników. Nałożyłam na siebie suchy T-shirt, w międzyczasie przeglądając się w lustrze. Przetarłam także włosy, co by ciągle nie kapała z nich woda. Gdy miałam podejść do Marco, złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął gwałtownie do siebie. Czułam mocne mięśnie brzucha, które widocznie rysowały się pod jego podkoszulkiem. Skrzywił się, jakby nie pochwalając mojego zachowania. Spojrzałam na niego zdziwiona, na co tylko parsknął krótkim śmiechem.
- Mogę poprosić o całusa?- zapytał tonem niewinnego człowieka, który niedawno ,,niechcący'' wrzucił mnie wraz ze sobą do basenu. Zanim w ogóle zdążyłam coś odpowiedzieć, poczułam dotyk jego ust. Pod wpływem jego dotyku roztapiałam się jak czekoladka w południowym słońcu. Nasze nogi powiodły nas w kierunku kanapy, na którą wkrótce opadliśmy, spleceni między sobą. Ciężar blondyna przez kilka chwil wydawał mi się trochę uciążliwy, jednakże wszystko uleciało z biegiem sekund.
Powietrze wokół nas wręcz zgęstniało od namiętności. Nie wiedziałam do końca, czy chcę czegoś więcej. Moje myśli krążyły teraz wokół płomienia, który rozgorzał w moim ciele. Fale ciepła przepływały przez wszystkie komórki, wysyłając różne komunikaty. Marco, jakby wyczuwając wahanie, uwalił się obok mnie i przytulił do mnie. Patrzył mi prosto w oczy, a ja próbowałam odgadnąć tajemnicę, która czaiła się w kącikach jego kolorowych tęczówek.
- Miałem szczęście, że spotkałem kogoś takiego jak ty - wyszeptał mi do ucha, uśmiechając się niemalże tajemniczo.
- Ja również- odpowiedziałam. Oparłam głowę o jego szeroki tors, wdychając rozszerzonymi nozdrzami jego przyjemny zapach. Powoli zaczęłam się zastanawiać, jaką niespodziankę sprawić mu na urodziny. Chciałam mu dać coś wyjątkowego, co by go zaskoczyło. Na tą chwilę nie miałam zielonego pojęcia, co to mogłoby być. Sapnęłam cicho, próbując znaleźć jakąś wygodniejszą pozycję do leżenia. W objęciach blondyna wszystkie codzienne trudności zaczęły blednąć, pozostając tylko niewyraźną plamą na skraju mojego umysłu.
- Jak ten wasz nowy pracownik?- zagadnął, w końcu wyrywając mnie z zamyślenia.
- Pfff..Pierwszego dnia się spóźniłam. Zastanawiam się, czy nie zrobić składki i kupić mu nowy zegarek - zachichotałam, zakrywając usta dłonią.
- Kiedy masz urodziny?- zapytał po raz kolejny znienacka, ale moją odpowiedź zakłócił odgłos dzwonka do drzwi. Marco mruknął coś pod nosem wyraźnie niezadowolony z takiego obrotu spraw i pomaszerował je otworzyć.
------------------------------------------------------
Dzisiejszy blog jest z specjalną dedykacją dla @Natkazik i @Natalia0919. <3 Łezka mi się w oczku zakręciła, kiedy zobaczyłam, ile mam wyświetleń. Naprawdę, bardzo wam za to dziękuję! :)
sobota, 24 maja 2014
Rozdział XVII
Zniecierpliwionym wzrokiem spojrzałam na zegarek. Zaklęłam cicho, dopinając do swojego planu w głowie kolejny punkt w głowie : nauczyć nowego pracownika punktualności. Tak, koniecznie muszę to zrobić. Zazwyczaj dzwonią i uprzedzają mnie, że przyjadą do pracy trochę później. Przecież numer telefonu, pod który trzeba zdzwonić, był podany wytłuszczonymi cyframi na ogłoszeniu... Zaczęłam chodzić naokoło mojego biurka, próbując pohamować jakoś swoją narastającą złość, która gromadziła się w mnie już od samego rana. Najpierw okazało się, że samochód nie chce nam odpalić. Musiałyśmy iść po naszego sąsiada, który jest z zawodu mechanikiem. Dopiero jakąś godzinkę później wszystko działało jak trzeba. Przez to całe zamieszanie zapomniałam o dokumentach, które teraz zapewne leżą sobie bezpiecznie na komodzie w przedpokoju. Nie mogąc już wytrzymać, wyszłam na korytarz. W szklanych drzwiach zauważyłam odbicie twarzy Alex, który właśnie wychodziła powoli z łazienki naprzeciwko.
Niemrawym uśmiechem powitałam naszą recepcjonistkę, która też widocznie znudzona czekaniem wyciągnęła swój telefon i wystukiwała na nim coś szybkimi ruchami palców. Nie miałam nic przeciwko, żeby korzystała z niego w czasie swojej pracy, ale trzeba wszystko traktować z umiarem.
- Będziemy musiały go chyba nauczyć obsługiwać zegarek, co, Anne?- zapytałam brunetkę, puszczając do niej oko. Odpowiedziała mi tym samym, poprawiając okulary, które krzywo wisiały dziewczynie na nosie. Nagle do naszych uszu dobiegł dźwięk rytmicznego uderzania butów o posadzkę. Podniosłam głowę znad papierów i z wyraźnym szokiem przypatrywałam się nieznajomemu mężczyźnie.
Nawet zdyszany i zdenerwowany wydawał się emanować swoistym spokojem. Włosy miał ułożone w artystycznym nieładzie, co z punktu widzenia innej kobiety dodawało mu na pewno swoistego uroku osobistego, który na mnie nie działał. Chociaż na zewnątrz było naprawdę ciepło, założył dzisiaj granatowy sweter. Potrząsnęłam głową, przywołując się na ziemię i nagle przypomniałam sobie, która jest godzina. Zanim zdążył zacząć się tłumaczyć, przerwałam mu poważnym gestem dłoni.
- Wie pan, która jest godzina? Nie toleruję czegoś takiego w tej porządnie spisującej się firmie - postukałam paznokciem w blat, próbując jakoś przemówić mu do rozumu.
- Proszę nie mówić per 'Pan', bo czuję się jeszcze starzej. Naprawdę za to przepraszam, ale miałem nieciekawą sytuację w swoim mieszkaniu....
- Pomożesz jej uporządkować dokumenty i listy, które ciągle napływają z całej Europy od Borussen. Dziękuję - powiedziałam, nie dając mu szansy wtrącić ani jednego słówka. Może to i dobrze? Jeśli uzna, że nie może ze mną zadzierać. Sapnęłam cicho, idąc korytarzem w stronę naszego biura. Alex spojrzała na mnie spod przymrużonych powiek. Pokręciła głową, bo widocznie musiała mnie usłyszeć.
- Nie musiałaś go od razu tak zniechęcać do ciebie - skwitowała, przerzucając zużyte stemple do kosza. Westchnęłam, ostrożnie sadowiąc się za swoje biurko. Jak na razie nie miałam dobrego powodu, żeby się wytłumaczyć.
Niemrawym uśmiechem powitałam naszą recepcjonistkę, która też widocznie znudzona czekaniem wyciągnęła swój telefon i wystukiwała na nim coś szybkimi ruchami palców. Nie miałam nic przeciwko, żeby korzystała z niego w czasie swojej pracy, ale trzeba wszystko traktować z umiarem.
- Będziemy musiały go chyba nauczyć obsługiwać zegarek, co, Anne?- zapytałam brunetkę, puszczając do niej oko. Odpowiedziała mi tym samym, poprawiając okulary, które krzywo wisiały dziewczynie na nosie. Nagle do naszych uszu dobiegł dźwięk rytmicznego uderzania butów o posadzkę. Podniosłam głowę znad papierów i z wyraźnym szokiem przypatrywałam się nieznajomemu mężczyźnie.
Nawet zdyszany i zdenerwowany wydawał się emanować swoistym spokojem. Włosy miał ułożone w artystycznym nieładzie, co z punktu widzenia innej kobiety dodawało mu na pewno swoistego uroku osobistego, który na mnie nie działał. Chociaż na zewnątrz było naprawdę ciepło, założył dzisiaj granatowy sweter. Potrząsnęłam głową, przywołując się na ziemię i nagle przypomniałam sobie, która jest godzina. Zanim zdążył zacząć się tłumaczyć, przerwałam mu poważnym gestem dłoni.
- Wie pan, która jest godzina? Nie toleruję czegoś takiego w tej porządnie spisującej się firmie - postukałam paznokciem w blat, próbując jakoś przemówić mu do rozumu.
- Proszę nie mówić per 'Pan', bo czuję się jeszcze starzej. Naprawdę za to przepraszam, ale miałem nieciekawą sytuację w swoim mieszkaniu....
- Pomożesz jej uporządkować dokumenty i listy, które ciągle napływają z całej Europy od Borussen. Dziękuję - powiedziałam, nie dając mu szansy wtrącić ani jednego słówka. Może to i dobrze? Jeśli uzna, że nie może ze mną zadzierać. Sapnęłam cicho, idąc korytarzem w stronę naszego biura. Alex spojrzała na mnie spod przymrużonych powiek. Pokręciła głową, bo widocznie musiała mnie usłyszeć.
- Nie musiałaś go od razu tak zniechęcać do ciebie - skwitowała, przerzucając zużyte stemple do kosza. Westchnęłam, ostrożnie sadowiąc się za swoje biurko. Jak na razie nie miałam dobrego powodu, żeby się wytłumaczyć.
*******
Zachichotałam, nawet nie próbując tego opanować. Porywisty wiatr rozwiewał moje włosy oraz wszelkie zmartwienia. Nagle pęd zwolnił, a Marco wjechał na osiedle. Dalej nie wiedziałam, dlaczego dałam się namówić na wizytę w jego domu. W końcu jednakże odpuściłam i dałam się zaprosić na kawę - którą jak się zarzekał, potrafił robić lepiej niż w jakiejkolwiek kawiarni.
- Ja tyle razy byłem u ciebie, więc teraz musisz mi się zrewanżować!- powiedział trochę zbyt poważnym tonem jak na jego wyraz twarzy. Uśmiechnęłam się delikatnie, zostawiając swoją torbę w przedpokoju. Weszłam do salonu, a przez otwarte, szklane drzwi było jak na dłoni widać resztę podwórza z basenem. Słońce zaczynało już lekko chować się za horyzontem. Zaczęłam się zastanawiać, jak wytłumaczyć moje nagłe zniknięcie Alex, której wyjaśniłam całą sytuację z nagłym zaproszeniem tylko kilkoma słówkami. Pewnie jak zresztą zacznie się o mnie martwić, chociaż i tak zazwyczaj miała więcej problemów od mnie na głowie.
Pisnęłam niczym mała dziewczyna, czując, jak blondyn chwyta mnie i zaczyna nieść na swoich ramionach w kierunku tarasu. Zacisnęłam pięści, wiedząc, co teraz zrobi. Cały czas się śmiejąc, próbowałam jakoś mu się w wyrwać. Moje wysiłki cały czas szły na marne, a tafla wody była coraz bliżej. Aż tu nagle oboje znaleźliśmy się Odruchowo przymknęłam usta, czując, jak moje ubrania całkowicie nasiąkły wodą. Włosy też nie były w najlepszym stanie, ale teraz ona straciły na znaczeniu.
- I zobacz co zrobiłeś- mruknęłam oskarżycielskim tonem, pocierając między palcami materiał bluzki. Z zawadiackim uśmiechem na twarzy podpłynął do mnie, obejmując mnie po chwili w talii. - Nie udawaj niewiniątka. Wariat jesteś.
- To było tak... niechcący- odpowiedział z skruszoną miną. Prychnęłam, nawet nie próbując przyjąć tego do wiadomości. Zanim zdążyłam coś odpowiedź, zamknął moje usta bezwarunkowym pocałunkiem. Jego usta smakowały chlorem, słodkimi cukierkami i boską czekoladą, której nigdy nie miałabym dość. Wszystko to składało się w jedną, wielką obietnicę, która w tej chwili objęła nas oboje swoimi szerokimi wstęgami. Utulałam się w ciepło pochodzące z ciała mężczyzny, wierząc, że na świecie nie może istnieć coś lepszego niż to, co mnie spotyka.
- Ja tyle razy byłem u ciebie, więc teraz musisz mi się zrewanżować!- powiedział trochę zbyt poważnym tonem jak na jego wyraz twarzy. Uśmiechnęłam się delikatnie, zostawiając swoją torbę w przedpokoju. Weszłam do salonu, a przez otwarte, szklane drzwi było jak na dłoni widać resztę podwórza z basenem. Słońce zaczynało już lekko chować się za horyzontem. Zaczęłam się zastanawiać, jak wytłumaczyć moje nagłe zniknięcie Alex, której wyjaśniłam całą sytuację z nagłym zaproszeniem tylko kilkoma słówkami. Pewnie jak zresztą zacznie się o mnie martwić, chociaż i tak zazwyczaj miała więcej problemów od mnie na głowie.
Pisnęłam niczym mała dziewczyna, czując, jak blondyn chwyta mnie i zaczyna nieść na swoich ramionach w kierunku tarasu. Zacisnęłam pięści, wiedząc, co teraz zrobi. Cały czas się śmiejąc, próbowałam jakoś mu się w wyrwać. Moje wysiłki cały czas szły na marne, a tafla wody była coraz bliżej. Aż tu nagle oboje znaleźliśmy się Odruchowo przymknęłam usta, czując, jak moje ubrania całkowicie nasiąkły wodą. Włosy też nie były w najlepszym stanie, ale teraz ona straciły na znaczeniu.
- I zobacz co zrobiłeś- mruknęłam oskarżycielskim tonem, pocierając między palcami materiał bluzki. Z zawadiackim uśmiechem na twarzy podpłynął do mnie, obejmując mnie po chwili w talii. - Nie udawaj niewiniątka. Wariat jesteś.
- To było tak... niechcący- odpowiedział z skruszoną miną. Prychnęłam, nawet nie próbując przyjąć tego do wiadomości. Zanim zdążyłam coś odpowiedź, zamknął moje usta bezwarunkowym pocałunkiem. Jego usta smakowały chlorem, słodkimi cukierkami i boską czekoladą, której nigdy nie miałabym dość. Wszystko to składało się w jedną, wielką obietnicę, która w tej chwili objęła nas oboje swoimi szerokimi wstęgami. Utulałam się w ciepło pochodzące z ciała mężczyzny, wierząc, że na świecie nie może istnieć coś lepszego niż to, co mnie spotyka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
