środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 36. Będziemy się z tego śmiali.

Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze, w między czasie rzucając pełnym rezerwy spojrzeniem w stronę szafy, gdzie pozostały jej nieliczne rzeczy. Nie wiem, czemu Mats ich nie zabrał. Ewidentnie nie zamierzała tu wracać. Nie do mnie. Zazgrzytałem zębami, przymykając powieki. Dzwoniłem kilkakrotnie do Alex, ale nawet nie chciała słyszeć o moich prośbach, gdzie konkretnie pojechała. Wiedziałem tylko, że do Warszawy, najpewniej do babci. Nie utrzymywała kontaktów z swoimi rodzicami, którzy od samego początku byli sceptycznie nastawieni do jej wyjazdu tutaj. Od tamtej pory praktycznie ze sobą nie rozmawiali. Przynajmniej brunetka tak mi to wszystko wytłumaczyła. Poniekąd powinienem zacząć o niej myśleć w czasie przeszłym, ale nie potrafiłem. Nie po tym, co razem przeszliśmy. Na treningu nie potrafiłem się na niczym skupić, psując nawet proste akcje, przez co większość drużyny spoglądała na mnie z widocznym zdziwieniem. W końcu zdrowo przegiąłem, dość niepotrzebnie faulując Ilkaya. Jurgen uniósł jedną brew ku górze, machnięciem ręki karząc mi zejść do szatni. Nie patrząc na nikogo poszedłem w odwrotnym kierunku, wściekle patrząc przed siebie. Zignorowałem nawoływanie Kuby i Matsa, którzy jako jedyni wiedzieli, dlaczego dzisiaj jestem tak bardzo rozkojarzony. Korki wystukiwały gniewny rytm na betonie, nie mogłem w żaden sposób usłyszeć pośpiesznych kroków trenera, który za wszelką cenę starał się mnie dogonić. Złapał dość brutalnie moje ramię, na co zareagowałem głośnym syknięciem niezadowolenia. Próbowałem się wyszarpnąć, lecz przyniosło to inne skutki niż myślałem.
- Spokojnie, Marco - zaczął stanowczo, spoglądając prosto w moje roziskrzone od emocji tęczówki - możesz mi powiedzieć, o co chodzi? Przecież obaj dobrze wiemy, że to raczej nie ma związku z twoją formą, na którą narzekać nie mogę.
- Nie ma o czym mówić. To nie takie proste, jak się wydaje - warknąłem przeciągle, zaciskając zęby.
- To w takim razie czemu tego z siebie nie wyrzucisz? Czemu nie chcesz z nikim porozmawiać? - zapytał, nadal siląc się na łagodny ton. Zerknąłem na niego kątem oka, próbując w końcu to wydusić.
- Rozmawiam, tylko to nic nie daje! - krzyknąłem, ewidentnie zwracając na siebie całą uwagę kibiców, którzy z szczęśliwym wyrazem na twarzy opuszczali nasz ośrodek treningowy, trzymając własne trofea w postaci podpisanych przez nas szalików, koszulek i kartek. Ich życie było takie proste. Poukładane. Bez problemów.
- W zasadzie to chyba już wiem, o co Ci chodzi - powiedział, kręcąc przy tym głową - co takiego nabroiłeś, że Olivia nie jest już z tobą?
Zamykałem i otwierałem usta na przemian niczym ryba świeżo wyciągnięta z wody. W tamtym momencie opuściły mnie wszystkie siły, a słowa mówiły same za siebie. Zmarszczył czoło, wzdychając cichcem. Puścił moje ramię, które mimowolnie zacząłem masować.
- Zawsze, odkąd pamiętam, miałeś talent do różnych wybryków - zaśmiał się krótko, żebym najwyraźniej nie zrozumiał tego inaczej niż powinienem - nie próbowałeś jej zatrzymać?
- Owszem - głośno przełknąłem ślinę, idąc razem z nim w kierunku szatni - z samego rana najpierw pojechałem do Alex, potem do Matsa. Wyjechała do Warszawy. A ja nie mam zielonego pojęcia, jak ją znaleźć.
- Nie jesteś sobą, kiedy nie ma jej przy tobie. Wiem, zaraz pewnie powiesz, iż ględzi ci to jakaś stara niedołęga - powiedział podwyższonym tonem, z trudem powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem. - Sam pamiętam, jak poznałem Ullę i jak to później z nami razem było. A uwierz mi na słowo, przez dłuższy okres czasu nie było dnia bez kłótni. Chociaż nie miałem takich przygód jak ty, to można jakoś porównać obie sytuacje.
- Być może - wzruszyłem ramionami, otwierając drzwi do jego gabinetu. Opadłem bez sił na najbliższy fotel, dostrzegając widoczny nieład na biurku. Przygryzłem nerwowo wargę, starając się aż tak bardzo nie okazywać mojego zdołowania.
- Pewnie za kilka miesięcy będziemy się z tego razem śmiali, zobaczysz.
- Oby.
Teraz żałuję, że tak na niego naskoczyłem. Przecież nie był nic winien sytuacji, w którą sam się wpakowałem i miałem zamiar wyjść z niej obronną stroną. Nie zamierzałem odpuszczać. Zamierzam powtarzać to sobie aż do osiągnięcia upragnionego celu. Chciałem, żeby zawsze kochała mnie tak mocno, jak zawsze. Tęskniłem za jej śmiechem, gładką skórą, słodkimi ustami, które z taką ogromną chęcią całowałem. Wierzchem dłoni potarłem spocony kark, zasiadając na brzegu łóżka. Odruchowo wyciągnąłem telefon z kieszeni dżinsów, wykręcając znajomy numer. Jak zwykle włączyła się poczta głosowa, a z moich ust wypłynęła tylko jedna prośba.
- Wróć - powiedziałem zachrypniętym głosem, pochylając pokornie głowę, jakby to mogło coś dać.

                                                       ***************

Westchnęłam cicho, szarpiąc się z drzwiami do księgarni, którą prowadziło moja babcia. Nie wiedziałam, skąd bierze potrzebną do tego energię dla osoby w takim wieku. Po chwili do moich nozdrzy doszedł upajający zapach nowych książek, które wciąż niecierpliwie czekały na swojego właściciela. W pomieszczeniu tłoczyło się wyjątkowo dużo ludzi, wędrując pomiędzy uginającymi się od ciężaru półek. Uśmiechnęłam się delikatnie, widząc ją wśród swojego żywiołu. Oparłam się o ścianę obwieszoną plakatami z zapowiedziami amerykańskich bestsellerów, mając okazję obserwować drogą mi osobę bez większego skrępowania. Co rusz kiwała głową, odpowiadając tym samym na pytania jakiejś nowej klientki. Znając życie, będzie wracać tu wielokrotnie. Drobna siateczka zmarszczek w kącikach oczu była jakaś większa, ale tak naprawdę nie wiele zmieniła się od naszego ostatniego spotkania. Niestety miało miejsce ono jakieś półtora roku temu. Mina nieco mi zrzedła, kiedy uświadomiłam sobie, jak bardzo ją zaniedbałam. Przygryzłam nerwowo wargę, myślami próbując nie uciekać w stronę Dortmundu. Przez większość drogi nie mogłam sobie wybaczyć, iż potrafiłam zostawić tam Matsa, Alex... i w ostateczności Marco. Cholera, patrząc w jego oczy nie miałam żadnych wątpliwości co do prawdomówności chłopaka. Ale jakieś przeczucie w ostatniej chwili powstrzymało mnie od decyzji zaniechania przyjazdu do Warszawy. Czułam, że muszę odpocząć. Może to nie z nim, ale ze mną było coś bardzo nie w porządku? Głośno przełknęłam ślinę, czując nadchodzący ból głowy.
- Moja kochana! - zawołała babcia, zamykając mnie w wyjątkowo silnym uścisku. Nawet nie zauważyłam, kiedy przedarła się w moją stronę. Przez łzy spojrzałam na jej poczciwą twarz, ciesząc się, że mogę w końcu z nią tutaj być. - Gdzie ten szczęśliwiec, którego wybrała moja wnuczka?
Mina momentalnie mi zrzedła. Bezgłośnie powiedziałam 'Nie tutaj' kierując się razem z nią w stronę zaplecza. Rozmawiałyśmy dwa dni temu, ale ja nie omieszkałam jej wspomnieć o tym, co się stało. Jeszcze wtedy, mimo wszystko, wspominanie o tym było zbyt bolesne i dręczące. Weszłyśmy do zaciemnionego pomieszczenia, a ja z płaczem rzuciłam się jej na szyję. Dość zaskoczona moich wybuchem dopiero po dłuższej chwili zaczęła gładzić mnie uspokajająco po plecach.
- Porozmawiamy na spokojnie w mieszkaniu, dobrze? - szepnęła, wierzchem dłoni wycierając strużki łez na moich policzkach. Odetchnęłam głęboko, powtarzając sobie niczym mantrę, że teraz będzie dobrze.
- W końcu mogę z tobą normalnie porozmawiać - odparłam, kilka minut później trzymając w zimnych dłoniach parzący kubek kawy. Upiłam spory łyk, na moment przymykając ciężkie powieki. Przyjemne ciepło rozeszło się po całym moim ciele, pozwalając mi chociaż na chwilę zapomnieć o wszystkich problemach, które czekają w Dortmundzie na mój powrót... O ile coś takiego będzie miało w ogóle miejsce.
- Cały czas na Ciebie czekałam - mrugnęła do mnie porozumiewawczo, poprawiając okulary, które co chwila spadały jej na nos - ale tak byłaś zajęta swoim ukochanym, że o starej babci to zapomniałaś!
Drgnęłam gwałtownie, kiedy na wyświetlaczu mojej komórki pojawiło się imię osoby, której w tej chwili najbardziej mi brakowało.
Marco.
                                                  --------------------------------------
Na początku chciałam was bardzo przeprosić za to, że dodaję ten rozdział z tak dużym poślizgiem. Ale musicie mnie zrozumieć - ostatnio szkoła po prostu nie daje mi żyć... Przynajmniej wczorajszy dzień miał bardzo miły akcent, ponieważ w warszawskiej Arkadii spotkałam Kubę Błaszczykowskiego na premierze jego autobiografii! :D